Cierpienie i choroba mocno odcisnęły swój ślad w jej życiu. Mimo to nie poddała się i potrafiła dostrzec w nich wyciągniętą Bożą dłoń, podnoszącą człowieka ku Niemu.
Matka Czacka zachęcała, aby nieustannie trwać duchowo u stóp ukrzyżowanego Jezusa. Zaznaczała, że Chrystus wymaga również, żebyśmy materialnie w określonym czasie brali udział w Jego Ofierze krzyżowej i pragnie, byśmy "za cenę naszego trudu, wysiłku, umartwienia, cierpienia byli obecni na Mszy św. Iść do Niego powinniśmy przez ogień i wodę, przez przykrości od ludzi, trudy, zmęczenie, wysiłek. Z wytrwałością, cierpliwością, łagodnością, ale z nieugiętą mocą w usuwaniu przeszkód, by osiągnąć największe szczęście na ziemi" - zanotowała w "Dyrektorium" w 1929 r. Wskazała także, że w tym dążeniu do Jezusa nie jesteśmy sami. "On nam w tych wysiłkach towarzyszy. On sam zwycięża przez nas przeszkody. On sam zmienia serca tych, którzy nam utrudniają złączenie się z Nim".
Pomocą w znoszeniu cierpienia i dźwiganiu codziennego krzyża jest modlitwa. Bł. Elżbieta podkreślała, że zwykle zbliżające się cierpienie wywołuje obawę, którą zwalczać się powinno aktami ufności w miłosierdzie i dobroć Bożą. "Gdy samo cierpienie całym ciężarem spadnie na człowieka, wówczas tym bardziej, w burzy, rozterce, zamieszaniu, tylko Boga szukać należy. Modlitwa da siłę do opanowania się i do trzymania w karbach zbolałego serca".
Wszystkie akty wiary i ufności w Opatrzność Bożą są - jak pisała w 1927 r. - "bezustannym krzykiem serca wołającego o ratunek". Wierzyła, że na każdy dzień Bóg da do zniesienia tyle, ile człowiek znieść może.
Dobroć, serdeczność, uprzejmość w zetknięciu się z ludźmi bł. Elżbieta zaliczała do uczynków miłosiernych, które powinny towarzyszyć każdemu, kto chce podążać za krzyżem za Chrystusem. "Już sam wyraz twarzy uprzejmy, pogodny i łagodny, ile spokoju wlewa do duszy bliźniego. Intomacja głosu serdeczna, łagodna, życzliwa, ile może dodać otuchy w niejednym wypadku. Żeby było więcej zapomnienia o sobie, a więcej prostej dobroci w stosunkach z ludźmi, ile by się szczędziło bliźniemu niepotrzebnych cierpień i ile uczynków miłosiernych byłoby spełnionych".
Matka Czacka wskazywała jednocześnie, że aby dobrze pełnić uczynki miłosierne, trzeba mieć szczególną intuicję, którą dawniej nazywano domyślnością serca. "To jest to przeczucie, które pozwala widzieć, co bliźniemu potrzeba, co mu jest i jakie są jego cierpienia, chociaż o nich nie mówi, delikatność, która wskaże, jak i kiedy serce okazać. Kto bardzo zajęty sobą, ten nigdy nie będzie miał domyślności serca" - wyjaśniała.
Człowiek, który nie podejmuje codziennego krzyża, nie zazna spokoju i nie uświęci się. Bł. Elżbieta w 1938 r. pisała, że "codzienne doskonałe niesienie krzyża w każdej minucie, w każdej godzinie, w dniu każdym, a jeśli Bóg da radość jakąś, to wzięcie jej też po prostu z ręki Bożej, a potem znów dobre przyjęcie krzyża - jest naszym powołaniem. Bez tego nie może być mowy o spokoju duszy, o uświęceniu się".
Założycielka Lasek zachęcała równocześnie do ufności w Bożą opiekę. Podkreślała, że zwykle po okresach dobrze zniesionych cierpień następuje okres wielkiego pokoju, pociechy i radości. "Wtedy człowiek wyraźnie widzi to działanie Boga, opiekującego się specjalnie i z wielką miłością każdym swoim stworzeniem, jakby tylko nim jednym miał się opiekować i zajmować. Co za radość czuć się bezpiecznym w ręku Boga".
Źródło: Ł. Krzysztofka, Służebnica Krzyża. Rok bł. Elżbiety Czackiej (III), w: Niedziela Warszawska nr 41/11.10.2026 r., s. V.